Pierwsze jazdy, nagroda i nieuchronny koniec wakacji
wtorek, 22 sierpnia 2006

Ostatnio zacząłem bardzo mocno słuchać radia Eska Nord (serdeczne pozdrowienia dla całej ekipy – robicie kawał dobrej roboty). Tak się składa, że kiedy tak ich słucham po prostu nie jestem wstanie powstrzymać się od wysłania odpowiedzi na ich pytania konkursowe, a ponieważ za każdego sms’a do nich płace jak za zwykłą wiadomość, a nie jakiś tam numer premium – więc wysyłam. No i tak się składa, że udało mi się wygrać w konkursie wakacyjna apteczkę, a w niej same przydatne rzeczy. Płyny odstraszające owady, olejek do opalania, woda utleniona w żelu i jodyna zresztą też w żelu. Od tamtego razu na stałe przerzuciłem się z Radia Zet właśnie na Eskę 😉
Jak sugeruje temat tej notki mam już za sobą pierwsze jazdy, a dokładniej mówiąc pierwsze osiem godzin już wyjeździłem. Chyba nawet robię postępy, ale to nie ja oceniam tylko mój instruktor. A jeśli ktoś z Was ma zamiar zacząć kurs na prawo jazdy i się boi to możecie mi wierzyć, to nic takiego trudnego – przynajmniej dla mnie.
W tej notce chcę nawiązać jeszcze tylko do jednej sprawy. Tego nieszczęsnego końca wakacji, który zbliża się nieuchronnie. Mam nadzieje, że ten rok szkolny będzie jakiś taki lepszy niż te wszystkie pozostałe, ale i tak wiem, że z moich marzeń nici bo w tym roku matura, więc będzie więcej pracy niż kiedykolwiek dotąd. A co do wakacji to praktycznie już mogę się pokuście o ich krótkie i nudne podsumowanie. W tym roku nigdzie nie wyjechałem, a to za sprawą poruszanego wcześniej tematu prawa jazdy. Miałem popłynąć z moim kochanym ZKM na Hel, ale tez jakoś nie wypaliło. Jedyne co, to pojechałem dwa razy na jarmark dominikański. No, ale mam nadzieje, że w przyszłym roku, po tej całej maturze moje wakacje będą ciekawsze.
A teraz wszystkich serdecznie pozdrawiam 😉
Ps. Specjalne podziękowania dla Sebastiana – on już wie za co, dzięki za pamięć 🙂

Wypad na plażę
sobota, 29 lipca 2006

Wczoraj pojechałem sobie na plaże, żeby trochę opalić nową skórę, którą dotąd przykrywały strupy pozostałe po wypadku. Było ciepło i nawet przyjemnie, woda nawet zdatna do kąpieli, ale jakoś się powstrzymałem.
A co do reszty tego mojego życia, to w poniedziałek kończę cześć teoretyczna kursu na prawo jazdy. Ostatnio mieliśmy wykład z ratownikiem medycznym. Fajnie opowiadał o wszystkim – w taki sposób, że można było się pośmiać, ale też sporo dowiedzieć. Po wykładzie przeszliśmy do ćwiczeń resuscytacji na manekinie (Ani). Co najśmieszniejsze, tak jak inni ciągle musieli zaczynać od początku, bo czegoś zapomnieli, tak ja podszedłem, zrobiłem i zaliczyłem za pierwszym razem. Swoja drogą ciekawe czemu innym tak nie szło, przecież to proste – wystarczy powtórzyć to co robił ratownik. No, ale niektórzy mieli z tym problem i nawet boga na pomoc wzywali.
No nic, teraz już kończę i serdecznie dziękuje i pozdrawiam w szczególności tych, którzy życzyli mi powrotu do zdrowia po wypadku. Jeszcze raz dzięki.

50 km i nie tylko ;-)
czwartek, 29 czerwca 2006

Skoro już w temacie od tych nieszczęsnych 50km, a dokładniej mówiąc 51,1km zacząłem to się pochwalę, iż tyle właśnie wczorajszego wieczora przejechałem na raz. Oczywiście nie chodzi mi tu o to, że jechałem non-stop, ale o fakt, iż całą trasę przejechałem jednym ciągiem jedynie z małymi przystankami na nabranie łyka lodowatej wody. Ostatnio postanowiłem wybierać się na nieco dłuższe od niedawno przeze mnie preferowanych tras i tak oto pojechałem sobie do Gdańska przez Sopot, a w drodze powrotnej wdepnąłem jeszcze na Gdyński bulwar i Skwer Kościuszki. Było ciężko, nie ukrywam, że pod koniec miałem już wątpliwości czy dam radę, ale udało się i jestem z siebie normalnie dumny. Informuje, że przeciętna trasa jaką ostatnio pokonywałem to około 36km.
A co do życia codziennego pozbawionego bicia własnych rekordów to muszę się pochwalić iż zacząłem już kurs na prawo jazdy i chociaż byłem zaledwie na dwóch lekcjach to jestem zadowolony. Nasz wykładowca jest zabawny (troszkę się jakby jąkał, ale jest świetny), nie ma chwili, żeby nas nie rozśmieszał. Ludzie, którzy chodzą na do tej grupy też wydają się przyjaźni, mam nadzieje, że tak zostanie do końca.
Kończę już tą notkę bo znów się będę chciał czymś chwalić, a nie wypada. Pozdrawiam wszystkich.
Ps. Już za parę dni umieszczę kilka fotek z okresu kiedy miałem w domu trzy psy (bo normalnie to mam dwa ;-)).