Wczoraj wieczorem miałem okazję obejrzeć najnowszy film Tima Burtona – Alicja w krainie czarów
Zapewne wynikało to z mojego nie wyspania – szybko padam, to chyba przez przedłużającą się zimę – ale jak dla mnie to wszystko działo się za szybko Fajna sceneria, śmieszne postacie, ale wszystko działo się tak szybko, że nie byłem w stanie oglądać całości i jednocześnie czytać napisów… Ale to na pewno przez moje zamulenie
Sam film jest świetnie zrobiony – naprawdę fajne animacje i niezwykła kraina czarów. W filie jest dużo efektów 3D, ale jakby to powiedzieć… Reklama ArtMedia, która leciała przed filmem (również w 3D) była jakoś bardziej wypukła – wszystko latało bliżej widowni niż w filmie Ale to jak na mnie przystało czepiam się szczegółów zamiast zachwycać się całokształtem – ale ja już tak mam
No to co – czas się pozachwycać
Urzekła mnie postać „walniętego królika”, który rzucał wszystkim i we wszystkich. Chciałbym mieć takie roztrzepanego zwierzaczka
Równie fajny był latający i znikający kot – niby miły i przyjazny, ale równie dziwaczny jak wszyscy mieszkańcy krainy czarów. Swoją drogą, nie wiem czy bym mu zaufał
Wielka głowa Czerwonej Królowej, nienaganne maniery jej siostry – Białej Królowej, dworzanie i oczywiście Zwariowany Kapelusznik – całość tworzy całkiem fajną opowieść i jeżeli ktoś lubi takie klimaty, to powinien obejrzeć ten film
Kto wie – może wybiorę się do kina jeszcze raz na ten film – tylko teraz jakoś rano i na wersję z dubbingiem – może więcej do mnie dotrze
@Johnson nie miałem pojęcia, że gościu nazywa się Marcowym Zającem – był świetny. Cały czas wszystko poprawiał i co chwile tracił panowanie nad sobą i rzucał czym popadnie – świetny zwierzaczek, taki totalny wariat